Testy: Monk Sandals Silentii Plus II

Trochę czasu już minęło od kiedy założyłem je pierwszy raz na nogi. Od tego momentu pojawiły się nawet kolejne modele Mnichów. Sporo namieszały w moim bieganiu i myślę, że będę mógł o tym jeszcze wiele napisać. Dziś jednak chcę się skupić na pierwszych wrażeniach ze spotkania z Monk Sandals Silentii Plus II. Bo o bieganiu naturalnym można by było pisać godzinami i stworzyć kilka ciekawych tekstów. Czym byłaby jednak sama teoria, gdyby razem z nią nie pojawiała się praktyka?

Monk Sandals to pierwsze sandały minimalistyczno-biegowe w Polsce. Ich twórcą jest Aleksander Łężniak, a jego pracownia znajduje się w Sobótce. Wszystkie sandały tworzone są ręcznie w cieniu Ślęży – góry, która jest dobrze znana niejednemu biegaczowi. A można rzec, że nie zna życia, kto kilka razy na jednym treningu pod Ślężę nie podbiegał.

Pierwszym rzutem na nogi trafił model Monte Silentii Plus II ze skórzaną wyściółką i szarymi paskami (do wyboru jest jeden z 10 kolorów). Wybór był celowy ze względu na moje prywatne preferencje – lubię uczucie skóry pod stopami. Podeszwa to 10mm Vibramu. Paski boczne oraz sznurek przymocowane są nitami.

Na pierwszy rzut oka nasuwa się pytanie jak długo wytrzymają, jednak po bliższym przyjrzeniu się temu mocowaniu szybko dochodzi się do wniosku, że jeśli zdarzy się awaria to prędzej wyrwiemy ten nit z kawałkiem podeszwy. No właśnie 10mm grubości Vibramu to w sumie nie dużo. Podeszwa jest elastyczna i można ją łatwo wyginać i zwijać. Ale robi też świetne wrażenie jak zresztą każda podeszwa z tego tworzywa.

Odczucie po pierwszym biegu było dziwne… Biegałem wcześniej boso i w butach o mniejszej amortyzacji ale nie wiedziałem czego dokładnie się spodziewać od samych sandałów. Ku mojemu zaskoczeniu było bardziej miękko pod stopami niż przypuszczałem. Nie miałem w sumie problemów z dostosowaniem pasków tak, aby jak najlepiej trzymały sandały na stopie. Po kilkudziesięciu metrach doszedłem do poprowadzenia pasków, które dawało mi odpowiedni komfort podczas biegu.

Komfort. No właśnie – jak o nim mówić skoro mamy tylko cienką warstwę gumy pod stopami i jak sandały zachowują się w praktyce?

Asfalt/chodnik i inne

Nie ma co ściemniać – Jeśli wcześniej nie próbowałeś biegać na boso lub też w butach o mniejszej amortyzacji (nie wspominając już o butach minimalistycznych) odradzam porywanie się od razu na asfalt. Tym bardziej jeśli wcześniej korzystałeś z butów o wysokim dropie. Pierwsze spotkanie z asfaltem może być dla Ciebie mocnym doświadczeniem. Bieganie naturalne mocniej angażuje mięśnie nóg, a w połączeniu za bardzo nikłą amortyzacją sandałów bieganie po bardzo twardej nawierzchni może okazać się mało przyjemne (ten temat poruszę w osobnym artykule).

Same sandały dobrze trzymają się zarówno stopy jak i twardej nawierzchni, np. chodnika. Nie zauważyłem też problemów z przyczepnością w kontakcie z podłożem, które było wilgotne.

Bieżnia

I tutaj można poszaleć. Ja korzystam z bieżni naszego płockiego stadionu miejskiego o powierzchni tartanowej. Co mnie zaskoczyło najbardziej? To że mając sandały na stopach pierwszy raz poczułem jak tartan ugina się pod moim ciężarem – niesamowite uczucie.

Na bieżni można się dosłownie skupić na samym bieganiu, więc tutaj nie ma żadnej rewolucji. Jeśli nasze nogi przyzwyczaiły się już do twardszego podłoża, to śmiało można kręcić okrążenia na spokojnym biegu, interwałach czy biegach tempowych. Vibram dobrze trzyma się tartanu i można spokojnie docisnąć szybsze tempa – nawet przy przebieżkach w tempie 3:00-3:10 km/min nie zauważyłem różnicy trzymania się na stopie między szybszym tempem, a spokojnym biegiem

Las

I tutaj dopiero sandały pokazują swój potencjał i od naturalnego podłoża właśnie polecałbym Wam rozpoczęcie przygody z bieganiem naturalnym.

Możecie być spokojni – jeśli staniecie na jakiejś szyszce, to nic Wam się nie stanie. Ale na pewno poczujecie ją swoją stopą. I właśnie tutaj zaczyna się cała przygoda. Naturalny i często nierówny teren jeszcze bardziej zaangażuje nasze nogi do pracy. To nie to samo, co posiadanie buta, który dobrze dopasowany pewnie trzyma stopę podczas biegu. O ile dobrze wyregulowane paski dobrze trzymają podeszwę przy stopie, tak nasze nogi muszą często radzić sobie z ruchami bocznymi. Nie każdemu może się to spodobać ale… No właśnie – tak wygląda bieganie naturalne.

Z czasem stopy wzmocnią się i będą coraz łatwiej radzić sobie w naturalnym terenie jak również i na dłuższych dystansach. Ja w tym właśnie sandałach przemierzyłem 75km podczas tegorocznego Rykowiska

Propriocepcja

Tu chciałbym poruszyć jeden z najważniejszych wątków związanych z bieganiem naturalnym. Propriocepcja to zmysł orientacji ułożenia części własnego ciała. Dzięki temu zmysłowi wiemy, jak ułożone są nasze kończyny bez patrzenia na nie. Układ propriocepcji odbiera bodźce związane z uciskiem, rozciągnięciem, ustawieniem i ruchem ciała wobec siebie. Prawidłowa integracja w obrębie tego układu jest niezbędna do dobrego rozwoju odruchów planowania i prowadzenia ruchu, regulacji napięcia mięśniowego.

Szybkość postępów w rozwoju naszej propriocepcji jest względny i u każdego będzie rozwijał się w swoim tempie. Pewne jest jednak to, że zwrócenie się w kierunku biegania naturalnego mocno ją wzmocni, a sandały na pewno to ułatwią.

Podsumowanie

Czy zdecydowałbym się na kolejną parę? No cóż – mam ich kilka. Czy poleciłbym je komuś innemu? Tak i to nie tylko do biegania ale również i chodzenia na co dzień. Naturalny ruch ma pozytywny wpływ nie tylko na nasze stopy, a Monk Sandals na pewno są w stanie ułatwić pierwsze kroki na tej drodze. Bo nie ma co ukrywać – bieganie czy chodzenie naturalne to pewien postępujący proces. To w jaki sposób będzie on ewoluował zależy przede wszystkim od nas.